lis 17 2003

Bez tytułu


Komentarze: 1

Mieszkam na 50 m2. Wysokości 2,95 aby lepiej się oddychało. Kredyt refundowany jeszcze nie załatwiony. Kartony, szmaty na oknach, atmosfera tymczasowości, której tak nie lubię. Naokoło trochę więcej proletariatu aniżeli w innych miejscach tego miasta. Jest urok bicia dzwonów o 6 rano i rannego światła odbijającego się od szyb kamienicy naprzeciwko.

Wraz z grudniem wchodzi ekipa do sypialni. Ściany w kolorze chilli, białe gzymsy, lustro między ścianą a sufitem. Jest zamówiona szafa z międzywojnia, łóżko w kolorze mahoń, w oknach srebrzysta tafta. Ciągle myślę nad oświetleniem. Chciałbym złamać tą gorącą atmosferę surowym światłem z przemysłowych lamp na szynach.

A z Przepiórem miłość kwitnie. Bardzo dba, martwi się, zapewnia, bywa zazdrosny. Zaczynamy osiągać ten stan w którym już można drapać się po tyłku, nie myć się przez cały dzień, sikać gdy drugie myje zęby. Ten małżeński moment jeszcze nie znudzenia, ale akceptacji.

Czasem myślę, czy to nie on przyczynił się do całej tej mojej zmiany. Eh...

 

kxerxes : :
and
17 listopada 2003, 11:37
Ja też uwielbiam w domu zachowywać się normalnie a nie jak przed goścmi :). ps. zazdroszcze mieszkania :), są ludzie którzy muszą wciąż jeszcze co miesiąc opłacać wynajem.

Dodaj komentarz